Posty

Wyświetlanie postów z 2018

"Caffe Criminale. Śledźtwo Rose Strickland" autorstwa Terri L. Austin - recenzja

Obraz
Spieszę Wam donieść, że właśnie powstały pierwsze grafiki logo strony! Znaczy są wstępnie 3 i kombinujemy jak tu je poprzerabiać. W związku z tym, że mam diabelnie ciężki tydzień bo i praca i szkolenia w weekend i w sumie gdzieś pomiędzy tym wszystkim jedziemy z Panem M tam gdzie się chował a gdzie nie ma zasięgu i ludzkości ogólnie. Jest nadzieja, że może jaskiniowca spotkamy, albo chociaż Leszego. Tak, zatem będzie ciężko z postami i pierwszy raz wypróbujemy czasowe ustawienie posta. Jeszcze na bloggerze. A BYĆ MOŻE już od przyszłego tygodnia będzie nowy!!! Tupam nóżkami z niecierpliwości i piszczę jak moje Szynsze. No dobra ale ja dziś tu do Was z recenzją, choć w sumie zastanawiam się czy chcielibyście może coś więcej? Znaczy posty inne opisujące coś więcej niż tylko recenzje książek? Bo ja chętnie popiszę z Wami! Dajcie mi tylko szansę. Dobrze, dziś ponownie kryminał, choć ja bym się uparła, że to kryminał romantyczny. Jest taka kategoria prawda? W każdym ra...

"Kokainowy blues" autorstwa Kerry Greenwood - recenzja

Obraz
Przyznaję, mam wyzwanie, obiecałam Wam w tym tygodniu wyjątkowo recenzję kryminałów. I niby nić trudnego, a jednak. Widzicie stałam przed regałem i nastąpiła cisza po czym krzyk: "Który ja mam wybrać?!" No i aż  Pan M  przyleciał co by gasić pożar, po czym opieprzył za wszczynanie bezpodstawnego alarmu. Jasne, bezpodstawny. Ech, uznałam jednak, że wybiorę kryminały nietypowe. Takie, które nie są na TOPIE i których recenzje nie zasypują Was z każdej strony i każdego bloga książkowego. I tak dziś będzie o pierwszym tomie serii, która została przerwana - jak ja uwielbiam takie zagrywki wydawnictw. I ja rozumiem, że coś może się nie sprzedawać i rozumiem, że wydawnictwo nie będzie dokładać do interesu. Ja rozumiem. Serio. Ale jakaś część mnie krzyczy w środku, bo nie mam dalszych części po polsku i nie wydadzą i nie będzie i smutek i żal i żałoba. No oczywiście są jeszcze wydawnictwa, które są o tyle złośliwe, że nie wydają TYLKO ostatniego tomu. I wtedy uważam to już za całkie...

"Dziewczyna z dzielnicy cudów" Aneta Jadowska - recenzja

Obraz
Generalnie jest tak, że jak trzeba to wszystko jest na nie. Wiecie, jeśli chcecie by Bóg się roześmiał opowiedzcie mu swoje plany. No i dzisiejsza recenzja, która w zasadzie jest wczorajszą jest jednak i prosze docenić niesamowite wysiłki komputera, że wciąż żyje. W sumie mogła być to wina kolejnego mmorpg, które zainstalowałam, ale przecież nie można żyć na samym chlebie i wodzie. Czasem potrzeba rumu, książek i dobrego expa w grze. Ok, przyznaję jestem strasznym geekiem, a może nerdem... nie ważne przecież. Ważne, że piszę tu dla Was i jednak to się liczy a nie kolejny level... choć by się przydał. Nowe itemy i może ciuchy. Dobra wracamy na ziemię i prosze państwa dziś na tapecie mamy starszą książkę, a mianowicie pierwszy tom cyklu o Nikicie czyli "Dziewczyna z dzielnicy cudów" oczywiście autorstwa Anety Jadowskiej.

Wiedźma z lustra" Maggie Stiefvater - recenzja

Obraz
Jestem uziemiona. Serio. Antybiotyki są moimi klawiszami w areszcie domowym. Generalnie mam tylko nadzieję, że resocjalizacja moich zatok się powiedzie i jakoś w piątek będę mogła opuścić areszt. No i właśnie szukałam zalet tego, że siedzę w domu. Zdążyłam już zatem obejrzeć mega dziwny serial "Midnight Texas" i sama nie wiem co mam o nim myśleć. Znaczy generalnie słaby, ale się ogląda do końca więc nie wiem czy wciąga czy jest tak beznadziejny, że musisz się przekonać? Nie wiem. No ale prócz serialu pomyłam wszystką porcelanę, zrobiłam porządek w przyprawach (serio mam 3 rodzaje sezamu i pińcet przypraw... a jak szukasz majeranku to dupa), wyżyłam się artystycznie akwarelami (wkurzam się, że nie umiem nimi malować, więc nałogowa maluję, by się nauczyć), zrobiłam kolejne drewniane wypalane pudełko (wrzucę niedługo na instagram, by się pochwalić.) i właśnie siadam by Wam napisać recenzje. Dużo tego, nie? Nie lubię być w domu na siłę (jak mogę to zapieram się czasem rękoma i n...

„Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów” Sakuraba Kazuki - recenzja

Obraz
Dobry wiecz ó r Wam w ten pi ą tkowy wiecz ó r. Ja wiem, by ł o tak ciep ł o, tak ł adnie, wyci ą gn ę li ś cie letnie buty i kurteczki, szaliki posz ł y w k ą t, a tu od soboty zn ó w mrozik! Łą cz ę si ę z Wami w b ó lu i spiesz ę pociesza ć . Jako ż e ostatnio dobrze mi sz ł o w wymy ś laniu na szybko mini komiks ó w z ż ycia mego skandalicznego, wzi ęł am si ę dzisiaj jeszcze za pierwsze szkice logo bloga. A co, pospojleruje Wam troch ę.  Bardzo bym chcia ł a tam ksi ęż yc. W sumie od zawsze mi towarzyszy ł ten symbol i jako ś tak si ę z nim zwi ą za ł am. Tyle ze spoiler ó w, a teraz g łó wny temat. Co dzi ś mamy do recenzji?   „ Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchib ó w ” autorstwa Sakuraba Kazuki . Jest to ksi ąż ka o kt ó rej od dawna chcia ł am napisa ć . W ł a ś ciwie odk ą d j ą sko ń czy ł am czyta ć chorowa ł am by z kim ś o niej pogada ć .

"Złodzieje Snów" Maggie Stefivater - recenzja

Obraz
Dziś będzie pierwszy oto wpis ze zmodyfikowaną nieco treścią recenzji. Zaraz wam pokaże, co i jak i dlaczego. Myślę, że taka opcja wygląda bardziej profesjonalnie, a moje ględzenie i tak będzie takie samo. Tyle, że w ładniejszej ramce. Oh! I dodam jeszcze, że po burzy mózgów i naradzie z moją Redaktorką bloga (a co! I ja takich ludzi mam) uzgodniłyśmy nową bardziej profesjonalną nazwę bloga. I teraz pozostaje nam tylko się ogarnąć i grzecznie zwrócić do głównego grafika o chwilkę czasu i analizę wizualną. Ale ciii... to tylko plotki. Nawet Pan M coś się tam zdeklarował, że pomoże, choć On wziął sobie za cel życiowy (za co wszyscy są mu niezmiernie wdzięczni, w tym ja najbardziej) aby pilnować mnie, żebym jadła. Bo jako osobą czytająca pamiętam o wszystkim ale nie o posiłkach. No dobrze dość tego wprowadzenia, dziś omawiamy drugi już tom cyklu o Kruczych Chłopcach   czyli " Złodzieje snów " oczywiście autorstwa Maggie Stefivater .

Informacje ważne i ważniejsze!!!!

Obraz
Przyznam się szczerze, że w chorobie ciężko się pisze. A raczej ciężko się myśli... Bo tylko..."łolaboga moje zatoki, łolabogo katar mom...". Pan M wyrozumiały jest głaska i kocyki nosi. A w nocy sen ma mocy to się nie budzi kiedy ja zdycham od kaszlu. Ogólnie dramat i epopeja katarowa jakaś. No ale do konkretów. Nadchodzą wielkie zmiany, bo przyznam wam szczerze tak patrzę na tego bloga i myślę, by zabrać się za to porządnie. Znaczy rozumiecie, piszę tego bloga i dla siebie ale i dla was. Pisanie nie ma sensu jeśli nie czytacie ani nie wdajecie się ze mną w dyskusje. Niestety słaba jestem w klocki programowania i takie tam rzeczy ( tej magi nigdy nie ogarnęłam) ale mam życzliwych który postarają się mi jakoś dopomóc. Ze zmian na pewno weźmiemy się z bloga, jego wygląd i niestety nazwę. Gdy pisałam ją lata świetlne temu blog miał być o czymś innym i miał być bardziej lifestylowy. Bo ja dużo gadam o wszystkim i naprawdę mam szeroki zakres zainteresowań. Ale no cóż jako ż...

"Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas - recenzja

Obraz
Zimno i marznę ponownie… i tak znów siadam do kompa by napisać Wam recenzję mojego odkrycia. Dla Was zapewne ta książka nie jest nowością. Ba! Możliwe, że sami jesteście jej wielkimi fanami. Dla mnie jednak książka ta była długo niewiadomą i to taką przez duże N. Do tego sama z początku byłam do niej nastawiona wręcz negatywnie. Ale fani i opinie o niej zalewały mnie z każdej strony do tego stopnia, że musiałam ją przeczytać. Choćby dla świętego spokoju. Domyślacie się już o jakiej książce mówię? Oczywiście o „Dworze cierni i róż” autorstwa Sarah J Maas. 

"Idiota skończony" antologia - recenzja

Obraz
Idiota skończony!! Nie.. nie chodzi o sąsiada który uznał, że zdobędzie tytuł mistrza dubstepu swoją wiertarką w sobotę rano. Nie. Chodzi o nową antologię z wydawnictwa Fabryki słów. Jakiś czas temu wiedziona pragnieniem większej ilości książek zamówiłam w przedsprzedaży właśnie „Idiotę Skończonego” i biedny musiał nieco poczekać zanim odgrzebałam się z innych książek. Nie mniej jednak wciągnął mnie przyznaję jak czarna dziura. Czemu wciągnął? W sumie lubię antologie. Naprawdę lubię. Są czymś w rodzaju teaserów stylów pisarzy. Takie niewielkie demo. Możesz przeczytać, bez szkody dla psychiki i zdecydować czy na przykład sięgnąć po pełną publikację tego autora. Jednocześnie bardzo często zdarza mi się, że opowiadanie okazuje się być genialne mimo, że wcześniej nie lubiłam jego autora. I tak było tym razem.  

"Projekt Mefisto" Marcin Mortka - recenzja

Obraz
Zimno na zewnątrz nogi dalej marzną. I muszę wam powiedzieć, że przydałoby się jakoś rozgrzać. Pewnie zorganizuję jakiś miodek pitny ( ściślej mówiąc Pan M zorganizuje a ja będę konsumować). Ale przy tych zamarzniętych dniach stwierdzałam ze trzeba nam dziś czegoś klimatycznego. Piekielnego najlepiej! Tak więc dziś znów pojawiamy się z kolejną recenzją książki z kategorii „Te starsze”. I tak,   pojawia się nam polski autor. Pan Marcin Mortka i jego „Projekt Mefisto”. Książka która wywołała u mnie ogromnie wiele emocji. Ale o tym za chwilę.   

"Magia kąsa" Ilona Andrews - recenzja

Obraz
Siedzę właśnie z termoforem na kolanach i piszę dla was tą recenzję. Termofor tym razem nie jest żywy. Mój czarny szatan poszedł zdradziecko spać na łóżko, bo niby cieplej tam ma. Ech… et tu, Brute? W każdym razie piszę. A o czym,  zapytacie ? W sumie miałam dylemat. Widzicie mam w planach kilka recenzji „starych” książek. Ale uznałam, że takie recenzje będą się pojawiać w czwartki. A na wtorki zostawimy nowości wydawnicze. I tu znów dylemat. Czy w tej recenzji połączyć całą serię 3 tomów jakie do tej pory przeczytałam czy opisać jeden. I uznałam, że tym razem będzie o jednym, bo książki te są warte by opisać je w szerszym kontekście. No dobra już zdradzam. Dzisiaj na tapecie „Magia kąsa” autorstwa Ilony   Andrews . Jak już wiecie jest to pierwszy tom serii o Kate Daniels , i jak się domyślacie jest to urban fantasy. Dlaczego uznałam, że warto opisać tą serię szerzej skupiając się na tomach? Bo seria ta mnie zaskoczyła. Póki co serie o damskich bohaterkach urban fantas...

"Magiczne akta Scotland Yardu" Anna Lange - recenzja

Obraz
Pomyslałam, że będę też publikować kilka recenzji książek które już od dłuzszego czasu siedzą na moich półkach.  Zatem dziś będzie o książce która wzbudziła we mnie wiele " ale " i zaskakujących szczerych "O oooo! " Mówię tu o „Magicznych aktach Scotland Yardu” autorstwa Anny Lange .  Z opisu ma być to "inspirująca powieść fantasy umiejscowiona w alternatywnej rzeczywistości XIX wieku w Anglii" . Jak sama nazwa wskazuje głównym punktem odniesienia ma być specjalna jednostka zwana Wydziałem do Spraw Magicznych w Scotland Yardzie. Przyznaję szczerze książka ta wprowadziła u mnie wiele mieszanych uczuć. Ale o tym, za chwilkę. Na początku chciałam zaznaczyć, ze mamy tu do czynienia z ciekawie początkującym nowym polskim autorem a mianowicie panią Anną Lange. Mam wiele nadziei co do jej rozwoju i kolejnych książek. Na razie to jej debiut i może stąd małe zawirowania.

"Trup na plaży i inne sekrety rodzinne" Aneta Jadowska - recenzja

Obraz
Od dwóch dni zastanawiam się jak zacząć dzisiejszą recenzję i czy nie złamać swojej zasady i nie zaspoilerować Wam pewnej ważnej rzeczy. Dlaczego? Dlatego, że powinno się o tym mówić. Nigdy nie przypuszczałam, że książka, której recenzję dzisiaj piszę poruszy mną tak bardzo. Ale do rzeczy. Dwa dni temu, jadąc zimnym krakowskim tramwajem skończyłam czytać „Trup na plaży i inne sekrety rodzinne” pani Anety Jadowskiej . Ludzie musieli mieć ze mnie pewnie niezły ubaw, bo ryczałam jak bóbr i pewnie na normalną nie wyglądałam. Niestety tak się składa, że najwięcej czasu by czytać mam w drodze do pracy i do domu. Jadę około godziny w jedną stronę. Stąd takie miejsce mojej małej dramy. Czemu płakałam? No cóż z jednej strony jestem kobietą, potrafię ogarnąć 20 Wybrańców Bogów Chaosu w wieku lat 4, ale i potrafię się popłakać, bo spadnie mi łyżeczka. Ale tak naprawdę dawno nie czytałam czegoś, co by dotykało problemów, które nadal w dużym stopniu są tabu w społeczeństwie. 

"Król Kruków" Maggie Stefivater - recenzja

Obraz
Generalnie jestem już w wieku w którym należy mnie tytułować Wiedźmą. Pan M często mi to przypomina i wyznam wam, że traktuję to jako pewien komplement. Jak zapewne wiecie lub nie, etymologia słowa wiedźma (dawniej wiedma ) jest prosta i jasna. Jest to „wiedząca kobieta”. Zazwyczaj przypisywano tą nazwę starszym kobietom znającym się na życiu (jak i ziołach i czarach). W każdym razie, jestem wiedźmą. Bo jestem już stara, doświadczenie mam i na ziołach też się nieźle znam! Bycie wiedźmą jednak nie przeszkadza mi sięgać po literaturę dedykowaną młodszym. A co! I O tym właśnie dziś będzie. Co prawda tak zwana literatura Young Adult zwykle mnie nie zachwyca. Kierowana do 13-16 latków często jest mdła i mnie drażni, podobnie jak osoby   w tym wieku. Jednak wiadomo zawsze zdarzają się wyjątki i tak jak można spotkać świetnych i genialnych nastolatków, tak i można książkę z tej kategorii. I tak oto przypadkiem trafiłam na „Króla Kruków” autorstwa Maggie Stiefvater.

Patricia Briggs - seria o Mercy Thompson - Recenzja

Obraz
Dziś będzie o Urban Fantasy ! Niespodzianka! Wcale się nie spodziewaliście książki z mojego ulubionego gatunku, co? Ok, zatem co dziś mamy na tapecie? Mianowicie serie o Mercedes Thompson autorstwa Patrici Briggs . Mam słabość do tego typu serii, choć pan M określa je jako babskie i szybkoczytalne, „bo dużo facetów i przemocy i wszyscy chcą się seksic z główną bohaterką”. No może w niektórych przypadkach tak to wygląda, ale kobieta czasem potrzebuje takiej literatury. Prawda drogie Panie? Nie o potrzebach kobiet będziemy jednak pisać, a o serii o Mercy Thompson . Jestem po dwóch pierwszych tomach i coś więcej już mogę powiedzieć. Zwykle staram się nie kategoryzować serii po pierwszym tomie. Chyba, że jest oszołamiająco powalający (były takie). Dlatego z opisem tej serii czekałam do drugiego tomu. Możliwe, że po przeczytaniu kolejnych tomów, które pojawiły się już u mnie na półce, nastąpi aktualizacja wpisu. 

Wieża Daniel O'Malley - Recenzja

Obraz
  No i jest zima, i niby jest, i niby jej nie ma. Jednego dnia śnieg i drogowcy panikują, a wypadków co nie miara, bo ślisko, bo widoczności nie ma. No więc zgodnie z zasadą “w taką pogodę pod kocykiem najlepiej” zanurzyłam nos w nowej książce. Nie żebym ich dużo miała w swoim posiadaniu, jednak w domu miejsca na nie już brakuje. Ponad to dokładam wszelkich starań by tą kolekcję powiększać systematycznie. Będąc ostatnio w punkcie odbioru Bonito ( jednej z moich ulubionych księgarni internetowych) po odbiór zamówienia, czekałam grzecznie w kolejce i patrzyłam jak młoda dziewczyna przede mną odbiera swoje książki i myślę.. „ Wooo! Pewnie jakaś blogerka książkowa tyle ich ma. Chyba z osiem!” Po czym sama odebrałam swoje dwie, a tydzień później kolejne trzy i gdzieś tam po drodze zamówiłam kilka wyczekiwanych nowości na luty. Także ten.. oficjalnie nie kupuję wielu książek. Nie za jednym zamachem... No ale każdy  ma jakąś  pasje, prawda? Cała sytuacj...