Wieża Daniel O'Malley - Recenzja

 No i jest zima, i niby jest, i niby jej nie ma. Jednego dnia śnieg i drogowcy panikują, a wypadków co nie miara, bo ślisko, bo widoczności nie ma.
No więc zgodnie z zasadą “w taką pogodę pod kocykiem najlepiej” zanurzyłam nos w nowej książce. Nie żebym ich dużo miała w swoim posiadaniu, jednak w domu miejsca na nie już brakuje. Ponad to dokładam wszelkich starań by tą kolekcję powiększać systematycznie. Będąc ostatnio w punkcie odbioru Bonito ( jednej z moich ulubionych księgarni internetowych) po odbiór zamówienia, czekałam grzecznie w kolejce i patrzyłam jak młoda dziewczyna przede mną odbiera swoje książki i myślę..

Wooo! Pewnie jakaś blogerka książkowa tyle ich ma. Chyba z osiem!” Po czym sama odebrałam swoje dwie, a tydzień później kolejne trzy i gdzieś tam po drodze zamówiłam kilka wyczekiwanych nowości na luty. Także ten.. oficjalnie nie kupuję wielu książek. Nie za jednym zamachem... No ale każdy ma jakąś pasje, prawda?
Cała sytuacja z tą dziewczyną oraz ilość książek jakie czytam natchnęła mnie do wznowienia tego bloga. W końcu mam tyle książek o których chciałabym opowiedzieć, które naprawde warto poznać.



Dobra, dobra ale to recenzja miała być Panno J. Zatem co na dziś ? Dziś mamy małe cudeńko na które trafiłam całkowicie przypadkiem za namową mediów ( a obiecałam sobie że nie będę tak książek kupować). Mowie tu o książce pod tytułem “Wieża” autorstwa Daniela O’Malleya. O tak! Książka kupiona na czuja i pierwsze moje doznanie to szok i zajebistość! No dobra ale po kolei.
Wybrałam ją bo zaintrygowały mnie teksty typu:Jest to gatunek Urban Fantasy, ale inny”jest to INNA książka fantastyczna niż do tej pory czytaliście”
Niby no wiecie, standardowe teksty pojawiające się na każdej książce do których podchodzę raczej sceptycznie. Ale tu było inaczej. Wszędzie, ale to wszędzie ludzie, krytycy, recenzenci książkoblogowi (ośmieliłam się stworzyć słowo) podkreślali to słowo INNA. Z takim natchnieniem, że stwierdziłam no dobra. Zainteresowaliście mnie. Przeczytałam opis.. i.. oho to mi bardziej na Science fiction wygląda… ale ok weźmy. I zaniemówiłam. Książka już od pierwszych stron zaczyna intrygować i wciągać w akcje, w świat tak perfekcyjnie zbudowany, że człowiek wsiąka (nawet bardziej niż woda w ściereczkę Viledy). Może niewielu z was na to zwraca uwagę, ale naprawdę lubię jak tło akcji i świata naszych bohaterów jest nakreślone. Dokładnie. Szczególnie przy urban fantasy. Tu MUSI być opisane/ pokazane co i jak działa. Dobra, są Wampiry? To jak działają? Jak żyją? Magia? Ale co to znaczy? Czym jest magia? Itp. Rozumiecie, do tej pory mimo fantastycznych fabuł tylko dwoje autorów tak ślicznie stworzyło świat i universum w którym dzieje się akcja tak, że mogłabym usiąść i powiedzieć „Ok. To ma ręce i nogi. Wierzę że to tak działa. Tak mogło by być” A Pan Daniel O’Malley stworzył istny majstersztyk. Widzimy dokładnie funkcjonowanie świata, tajnej organizacji o niebo lepszej o MI6, widzimy naprawdę bogatych duchowo bohaterów. Pełnych własnego Ja. Pełnych tajemnic. I Gwarantuję przez 90% książki co chwilę będziecie podejrzewać kogoś! Cudo! To jakby połączyć thriller, kryminał, science fiction, urban fantasy i komedie w jedno. Bo jeszcze nie wspominałam, że książka ma całą masę genialnego humoru. Autor magicznym sposobem władował to wszystko w jedną książkę i o bogowie! Ma to ręce i nogi!
No dobra, oczywiście nic nie jest perfekcyjne. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to do imion. Ja wiem, że pisał to obcokrajowiec. Ja wiem, że dla Australijczyka imię głównej bohaterki to nie problem ( choć sama bohaterka wypowiada je ponoć źle i przez pierwsze strony tłumaczy jak je czytać ), ale nosz kurczaczek! Całą książkę miałam z nimi problem! MYFANWY ??!! Imiona! Ja wiem, że to rzecz do której absolutnie nie powinnam się przyczepiać, ale ugh!

Tyle w temacie negatywnych emocji do autora. Co do książki.. drogie wydawnictwo Papierowy Księżyc, nie jestem gramar nazi, nie jestem hejterem, ale co się stało u was z redaktorami dzieje, albo co się stało w drukarni? Tylu błędów w druku jeszcze nie widziałam ( no chyba że w moich esejach na studiach… ale ich na szczęście nigdzie nie opublikowano). Brak liter, połączone słowa, zdublowane słowa, dodatkowe spacje między literami.. horror. Bynajmniej nie literacki. Była to jedyna rzecz jaka mnie odrywała od fabuły, a wierzcie mi zwykle to olewam. Jeden dwa błędy mogą się zdarzyć. Ale tu to był jakiś pogrom! Jak kocham was moje drogie wydawnictwo za wydanie takiej perełki, tak mam ochotę udusić za odwalenie czegoś takiego.

Zatem Panowie i Panie jeśli szukacie czegoś na odmianę, z akcją, z fabułą, z humorem coś INNEGO to polecam „Wieżę” która ku mej radości jest pierwszym tomem Archiwum Checquy (kolejna nazwa nie do wymówienia…). Wyczekuję kolejnej części po polsku. Wiem o dwóch.

Zatem do czytania!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dziewczyna z dzielnicy cudów" Aneta Jadowska - recenzja

"Złodzieje Snów" Maggie Stefivater - recenzja

Patricia Briggs - seria o Mercy Thompson - Recenzja