"Złodzieje Snów" Maggie Stefivater - recenzja
Dziś będzie pierwszy oto wpis ze zmodyfikowaną nieco treścią
recenzji. Zaraz wam pokaże, co i jak i dlaczego. Myślę, że taka opcja wygląda
bardziej profesjonalnie, a moje ględzenie i tak będzie takie samo. Tyle, że w
ładniejszej ramce. Oh! I dodam jeszcze, że po burzy mózgów i naradzie z moją
Redaktorką bloga (a co! I ja takich ludzi mam) uzgodniłyśmy nową bardziej
profesjonalną nazwę bloga. I teraz pozostaje nam tylko się ogarnąć i grzecznie
zwrócić do głównego grafika o chwilkę czasu i analizę wizualną. Ale ciii... to
tylko plotki. Nawet Pan M coś się tam zdeklarował, że pomoże, choć On wziął
sobie za cel życiowy (za co wszyscy są mu niezmiernie wdzięczni, w tym ja
najbardziej) aby pilnować mnie, żebym jadła. Bo jako osobą czytająca pamiętam o
wszystkim ale nie o posiłkach. No dobrze dość tego wprowadzenia, dziś omawiamy
drugi już tom cyklu o Kruczych Chłopcach czyli "Złodzieje snów"
oczywiście autorstwa Maggie Stefivater.
Tytuł: Złodzieje
Snów
Tytuł oryginalny: The Dream Thivers
Tytuł oryginalny: The Dream Thivers
Autor: Maggie
Stefivater
Seria: The
Raven Cycle
Wydawnictwo: Uroboros
Wydanie: I
Wydanie: I
Ilustracja okładki: Adam S. Doyle
Jak pamiętacie, ja po pierwszym tomie przepadłam. Po prostu, dawno nie czytałam
tak fascynującej książki dedykowanej młodym czytelnikom. Świetna, błyskotliwa,
wciągająca, magiczna i niezmiernie inna. Ostrzegam zawczasu, że pisząc tą
recenzję mam przekonanie, że czytelnicy jak Wy są już po pierwszym tomie i mogę
do niego nawiązywać, szczególnie do wydarzeń i fabuły.
Przyznam szczerze, że „Złodziei
Snów” połknęłam. Dosłownie, wystarczyły dwa luźniejsze dni i przeczytane. Po
pierwszym tomie wiedziałam już czego się spodziewać i dzięki temu miałam inne
nastawienie przy czytaniu i to mnie nieco zwiodło. Styl powieści został ten
sam, tak samo świetnie się ją czyta, ale podejrzewam, że drugi tom powstał by
móc wyjaśnić masę spraw, które w kolejnych tomach rozwijają fabułę i całą
zagadkę śpiącego króla. I tak, drugi tom skupia się głównie na Adamie i Ronanie. Nazwa tomu wręcz wskazuje na samego
Ronana, który już w pierwszym tomie przyznał się, że "wyciąga" rzeczy
ze snów. Jego wątek i historia są niesamowite, pełne zagmatwań i
nieoczekiwanych zwrotów akcji, nieco gwałtowne i chaotyczne, jak sam charakter
Ronana. Muszę przyznać, że im dłużej czytam tą serie tym lepiej zauważam pewne niuanse i zmiany w prowadzeniu wątków i
historii wszystkich postaci. Chodzi o to, że samo opisywanie, czy prowadzenie
historii postaci odpowiada jej charakterowi. Mamy Ronana, wątek jest gwałtowny,
agresywny, wulgarny, ale wewnątrz tego jest uczucie, lojalność i ciepło. Wątek
Adama jest zagubiony, pojawia się i znika, nieco ukryty, bojaźliwy na swój
sposób. Bardzo, ale to bardzo mi się podoba to zagranie, choć rozumiem,
dlaczego nie wszystkim czytelnikom ten tom przypadł do gustu.
Wracając jednak do Ronana. Do końca nadal nie wiemy, kim lub czym
są wszyscy bracia Lynch. Dowiadujemy się jednak w końcu, co się stało z ojcem
Ronana oraz dlaczego musiał zginąć. Pojawiają się nam nowi poboczni bohaterowie
(naprawdę lubię kreowanie charakterów przez panią Stefivater, bo nie ma tu
bohaterów do końca złych jak i do końca dobrych.), którzy na nowo rysują nam
obraz sennego/magicznego miasteczka Henriertta.
Jeśli zaś chodzi o Adama, to przyznam, że miałam moment w którym mnie irytował.
Ale było to związane z jego wyborami i w pełni prawdziwe jak na osobę w jego
sytuacji (i o jego psychice). Nie był to błąd autorki, czy nagła zmiana
charakteru postaci, ale czysta irytacja z serii "młody i głupi". Ale spokojnie,
Adam potrzebował jak to zwykle on
odbicia od dna by na nowo
stać się postacią do której będziemy się uśmiechać. Jak mówiłam jego wątek jest
nieco tajemniczy, może trochę dołujący z powodu tego, co kierowało Adamem.
Chwilami zastanawiałam się, czy dzieciństwo w patologicznej rodzinie nie odbiło
się na nim aż za nadto i nie straci on tego co zyskał, dążąc do celu który
przesłonił mu nieco światopogląd. Jednak jak mówię wszystko to było potrzebne,
by nakreślić nam wszystkie aspekty przed rozwiązaniem zagadki Króla.
Na koniec oczywiście chce zwrócić uwagę na postać Kavińskiego i
jego zainteresowanie Ronanem. Przez całą książkę pojawiają się delikatne
sugestie, co do jego orientacji seksualnej. I przyznam szczerze, że rozważam
czy i sam Ronan też takowej nie ma. Ten wątek jest jednak tak subtelnie nakreślony, że nic nie jest opowiedziane wprost, delikatne
sugestie, może słowa. Nic romantycznego, nic wręcz obleśnego. Wszystko
pozostaje w domysłach. Do tego stopnia, że sami nie jesteśmy pewni czy tak
było, czy nam się wydawało. Z pewnością jest to jeden z talentów autorki - tworzyć
pewne rzeczy w sferze domysłów.
Podsumowując, książka jest inna od pierwszego tomu. Rozumiem,
czemu nie wszyscy czytelnicy ją polubili, ale uważam (teraz gdy przeczytałam
już trzeci tom), że jest ona potrzebna. Jak pisałam, nakreśla nam rozwój
postaci, ich wątki i wprowadza nowe, ważne osoby. Nie jest tak porywająca jak
pierwszy tom, czuje się po niej niedosyt Ganseya, Blue i Noah, jednak uważam ją
nadal za bardzo dobrą pozycję. Zachęcam was zatem do sięgnięcia po drugi tom
cyklu o Kruczych Chłopcach, by na nowo oczarowała was tajemnica poszukiwań
Glendowera i magia mitycznego Cabeswater.
Miłego czytania!
Dobranoc

Komentarze
Prześlij komentarz