"Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas - recenzja
Zimno
i marznę ponownie… i tak znów siadam do kompa by napisać Wam recenzję mojego
odkrycia. Dla Was zapewne ta książka nie jest nowością. Ba! Możliwe, że sami
jesteście jej wielkimi fanami. Dla mnie jednak książka ta była długo niewiadomą i to taką przez duże N. Do tego sama z
początku byłam do niej nastawiona wręcz negatywnie. Ale fani i opinie o niej
zalewały mnie z każdej strony do tego stopnia, że musiałam ją przeczytać.
Choćby dla świętego spokoju. Domyślacie się już o jakiej książce mówię?
Oczywiście o „Dworze cierni i róż” autorstwa Sarah J Maas.
No dobrze, a teraz wyznania. Nie sięgałam po
nią, bo po pierwsze to YA* a sami wiecie dobrze, że reagowałam na ten gatunek
alergicznie. Po drugie, książka ta miała tylu fanów nastawionych bardzo w
stylu… fanowsko - obsesyjnym, że w pierwszej chwili kojarzyłam ich podobnie jak
fanów „Zmierzchu”. Dodatkowo opis - czysta fantastyka. Dawno nie czytałam
„czystej” fantastyki. Dlaczego? Ano głównie dlatego, że stworzyć bohaterów to
jedno. Stworzyć dobrą akcje to drugie, ale zbudować cały świat i mechanikę tego
świata to ogromna praca. Jeśli świat nie jest rzeczywisty, nie ma podwalin
realnego świata to ustalić od nowa reguły istnienie istot i ich funkcjonowanie
w tym wszystkim oraz wzajemne relacje to jest Sztuka. Czytałam w swoim życiu
wiele książek fantasy i niestety nie zawsze autorom udawało się stworzyć pełne
uniwersum. Wymaga to dokładnego opracowania świata, jego reguł itp. Dlatego
sięgając po książkę z gatunku, który uważam za, nie oszukujmy się, schematyczny
spodziewałam się, że świat jak i fabuła to będzie po prostu... gniot. Czy dalej
tak uważam? Nie. Książka mnie zaskoczyła. I to bardzo pozytywnie!
Jak wiecie, reklamowano ją jako „inną” wersję
historii o Pięknej i Bestii. Kochamy widać syndrom sztokholmski. Czy to można
zauważyć? Przyznam szczerze, że jest ten wątek. Bardziej z bajek braci Grimm
niż z Disneya, ale jest. Mamy zatem biedną dziewczynę, trzecią córkę głodującej
rodziny. Mamy środek zimy i mamy ojca kupca. Dziewczyna zabija wilka, który
wilkiem nie jest. Jest on
magiczną istotą Fearie i w zamian za jego zabicie dziewczyna musi poświecić swoje życie. Ma dwa wyjścia,
albo spędzi resztę swoich dni w krainie magicznych, albo zostanie zabita na miejscu. Oczywiście
pragnie uratować rodzinę (jest ich jedynym żywicielem, bo tatuś to pierdoła) i
decyduje się na ta pierwszą opcję by w razie czego uciec. I tak poznajmy Bestie
- Tamlilna który jest całkiem seksowną bestią i dość ludzką z wyglądu. Nasza
bohaterka - Freya ma charakter i jakoś potrafi się odnaleźć w magicznym
świecie. Szczególnie gdy staje przed przełamaniem klątwy by uratować przyjaciół
oraz trzema zadaniami ( z serii "Mission Imposible") by ratować swoją miłość oraz
skórę. Tyle z wprowadzenia dla tych co nie czytali. Dla tych którzy są fanami
powiem, że dużo w fabule mnie zaskoczyło ( a to świadczy o naprawdę dobrym
prowadzeniu akcji). Świat jest NAPRAWDĘ dobry. Wyjaśniony jest podział na
krainy i Dwory oraz co i jak funkcjonuje w danym świecie. Przyznam, że byłam
nieco niepewna w podejściu do tego świata, bo bardzo przypominał mi celtyckie
dwory Seelie i Unseelie oraz same Sidhe ( a te już miałam mocno nakreślone
przez cykl o Mery Gentry autorstwa Laurell K. Hamilton). Ogólnie autorka bardzo
się opiera na tej mitologii i można znaleźć tu wiele podobieństw do celtyckich
podań. Podoba mi się, że książka jest realnie okrutna gdy trzeba i czasem
bajkowa (momentami wręcz naiwnie bajkowa,
ale mi to nie przeszkadza, ponieważ opowieści celtyckie też takie są). Całość
jest zgrana i miła w czytaniu. Mimo grubości książki akcja jest na tyle
wciągająca, że nie zauważamy jak już kończymy tom. Osoby polecające mi ten
tytuł ostrzegały, że książka długo się rozkręca. Owszem, wprowadzenie bohaterów
nieco trwa i rzeczywiście zanim zaczniemy łapać co i jak to jest już 200 strona,
ale nie jest to jakąś wadą, bo styl autorki jest naprawdę fajny. Muszę też
przyznać, że bohaterka mnie NIE irytuje! A właśnie takiej się spodziewałam gdy
przeczytałam opis. Podoba mi się też, że nie wie wszystkiego od razu. Jest
człowiekiem i nie jest genialna (zdradzę wam, że jest analfabetką), popełnia
błędy. Nie jest dzieckiem przeznaczenia, choć w jakiś sposób jest wybrana. Jednak
na jej miejscu mógł być KAŻDY (a właściwie "każda" bo klątwa w
książce dotyczy kobiety - kolejne nawiązanie do Pięknej i Bestii). To jest
plus. Nie jest też wybitnie ładną czy utalentowaną bohaterką (tu ktoś może się
kłócić, bo przecież maluje obrazy, ale nigdzie nie jest napisane że robi to wybitnie. Sama
podkreśla, że nie jest z nich zadowolona). Ma charyzmę i upór i to jej daje
przewagę w okrutnym świecie magicznych.
Zastanawiałam się nad wadami. Możliwe, że wadą
jest nieco za szybkie poprowadzenie akcji w wypadku trzech zadań Freyi, ale to kwestia gustu.
Cieszę, się że książka ma jeszcze dwa tomy, bo nieco brakuje mi też nakreśleń
postaci pobocznych. Oczywiście Fearie wyższego rodu (patrz - seksowni
faceci) są całkiem nieźle rozwinięci i opisani, ale co z resztą? Dałoby radę
jeszcze ładniej ją tu określić. Ale jak mówię, są kolejne tomy i kolejne
oczekiwania. Co jeszcze... czy ktoś wie czy ta seria ma jakiś tytuł? Nazwę?
Wszędzie figurują nazwy tomów, ale nie serii. Ach! I jeszcze jedno jak do
diabła się czyta "Prythian" ???
Podsumowując, jest to książka dla dziewczyn. Ilość
seksownych facetów na metr kwadratowy to potwierdza. Oczywiście,
chłopak też może znaleźć przyjemność w czytaniu tej serii, ale najwięcej
wyciągnie jednak dziewczyna. Owszem jest to wyraźne YA, i kierowane jest przede
wszystkim do takich odbiorców. Jednak uważam, że ktoś starszy też będzie zadowolony
z czytania tej historii. Nie zawiedzie się.
Miłego czytania!
* YA - young adults - gatunek literacki
dedykowany dla czytelników od 13- 18 roku życia. W przybliżeniu

Komentarze
Prześlij komentarz