"Kokainowy blues" autorstwa Kerry Greenwood - recenzja


Przyznaję, mam wyzwanie, obiecałam Wam w tym tygodniu wyjątkowo recenzję kryminałów. I niby nić trudnego, a jednak. Widzicie stałam przed regałem i nastąpiła cisza po czym krzyk: "Który ja mam wybrać?!" No i aż Pan M przyleciał co by gasić pożar, po czym opieprzył za wszczynanie bezpodstawnego alarmu. Jasne, bezpodstawny. Ech, uznałam jednak, że wybiorę kryminały nietypowe. Takie, które nie są na TOPIE i których recenzje nie zasypują Was z każdej strony i każdego bloga książkowego. I tak dziś będzie o pierwszym tomie serii, która została przerwana - jak ja uwielbiam takie zagrywki wydawnictw. I ja rozumiem, że coś może się nie sprzedawać i rozumiem, że wydawnictwo nie będzie dokładać do interesu. Ja rozumiem. Serio. Ale jakaś część mnie krzyczy w środku, bo nie mam dalszych części po polsku i nie wydadzą i nie będzie i smutek i żal i żałoba. No oczywiście są jeszcze wydawnictwa, które są o tyle złośliwe, że nie wydają TYLKO ostatniego tomu. I wtedy uważam to już za całkiem beznadziejną sprawę. Bo jak się opłacało wydać wcześniejsze trzy, to czemu czwartego nie?! No już się uspokajam już już... Dobrze o czym dzisiaj będzie? Ano o książce pod tytułem "Kokainowy blues" autorstwa Kerry Greenwood.


Tytuł: Kokainowy blues
Tytuł oryginalny: 
Cocaine Blues: A Phryne Fisher mystery
Autor: Kerry Greenwood
Seria: Kryminalne zagadki Panny Fisher
Wydawnictwo: Albatros
Wydanie: 
Ilustracja okładki: Kadr z serialu "Kryminalne zagadki panny Fisher"

 Moja przygoda z serią  Kryminalnych zagadek panny Fisher rozpoczęła się przyznaję od... serialu. Owszem. Najpierw obejrzałam serial i zakochałam się doszczętnie. A gdy dowiedziałam się, że ów serial, który tak lubię, jest oparty na książkach szukałam wszędzie. I oto wydawnictwo Albatros pokazało, że wydadzą pierwsze 4 tomy. Urzeczona oczywiście czatowałam z datą premiery by się zaopatrzyć i przeczytać to cudo. I tak w kwietniu 2015 roku dorwałam pierwszy tom pt "Kokainowy blues"


Zacznijmy od tego co i kto i gdzie i kiedy. Akcja toczy się w latach 20 ubiegłego wieku w Australii. Naszą bohaterką jest sprytna i żądna przygód Panna Fisher. Panna z majątkiem i klasą, z ciekawą nieco mroczną przeszłością. Wraca po latach do rodzinnego Melbourne na prośbę jednego ze znajomych rodziny, który się martwi o córkę, którą to miałby podtruwać mąż by zająć jej majątek. Zadaniem Panny Fisher jest oczywiście dowiedzieć się prawdy i uratować dziewczynę. Jednak na miejscu okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej złożona a do tego należy uratować nie jedną a wiele młodych dziewczyn a przy okazji nieco poromansować z przystojnym baletmistrzem oraz upartym komisarzem policji. Brzmi kusząco prawda?



Mamy tu zatem zderzenie dwóch światów, śmietanki towarzyskiej, nadal mocno tradycjonalistycznej, oraz klas robotniczych, chcących jakoś przeżyć w nowym świecie. Książka ta ma ogromny potencjał. Poruszane są tu bowiem kwestie nielegalnych aborcji, handlu narkotykami, oraz antykoncepcji. Wszystko w latach 20-tych ubiegłego wieku. Latach pełnych zakazów, pruderii i mimo wszystko rozwoju. Oczywiście dochodzą do tego kwestie złamania tabu, że kobiety nie nadają się do takich zawodów jak lekarze czy organy ścigania. Historyczne ciasteczko! Dodatkowo osadzone w miejscu tak nietypowym dla fabuły jak Australia. I jak mówiłam... książką ma potencjał. Ale niewykorzystany!

Bohaterowie są barwni, ciekawi, różnorodni, ale coś gdzieś nie styka. Fabuła kryminalna jest ok. Prosta, miła ale ok. Ale… nie wiem dokładnie, co jest nie tak, ale coś jest za proste. Książkę czytamy z łatwością i spokojnie kilka godzin nam wystarczy. I naprawdę uważam, że to mogła by być świetna książka! Świetny miły kryminał z serii tych jakie pisała Agata Christie. Z humorem, historią i fabułą. Ale coś nie wyszło. Nie umiem tego określić. I chyba największym zawodem dla mnie było to, że serial oparty na tych książkach jest świetny! Zabawny, trzymający w napięciu, pełen świetnych bohaterów. I gdy zabierałam się za tą książkę oczekiwałam czegoś jeszcze lepszego, co zwykle bywa gdy dochodzi do ekranizacji książek. A tu... psikus. Naprawdę dziwna rzecz. I nie chodzi o to, że jest to zła książka. Nadal warto ją przeczytać. Sęk w tym, że nie powala choć tak wiele obiecuje.

Chciałam o niej napisać, ponieważ nadal chciałabym przeczytać resztę tomów. Znam bowiem autorów którzy rozwijają się wraz z pisaniem kolejnych książek. I jak mówiłam seria ta ma potencjał (skoro dało radę na jej podstawie stworzyć świetny serial) więc jest szansa, że kolejne tomy są lepsze! Niestety z obiecanych 4 tomów po polsku wydano tylko 2 i obawiam się, że na tym się skończy. I jedyne co mi pozostanie to sięgnąć po oryginał angielski i starać się czerpać z niego tyle samo ile z polskiego tłumaczenia. Was za to zapraszam do lektury jeśli macie akurat wieczorem z godzinkę, dwie wolnego.
Miłego czytania.

Dobranoc

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dziewczyna z dzielnicy cudów" Aneta Jadowska - recenzja

"Złodzieje Snów" Maggie Stefivater - recenzja

Patricia Briggs - seria o Mercy Thompson - Recenzja