"Projekt Mefisto" Marcin Mortka - recenzja



Zimno na zewnątrz nogi dalej marzną. I muszę wam powiedzieć, że przydałoby się jakoś rozgrzać. Pewnie zorganizuję jakiś miodek pitny ( ściślej mówiąc Pan M zorganizuje a ja będę konsumować). Ale przy tych zamarzniętych dniach stwierdzałam ze trzeba nam dziś czegoś klimatycznego. Piekielnego najlepiej! Tak więc dziś znów pojawiamy się z kolejną recenzją książki z kategorii „Te starsze”. I tak,  pojawia się nam polski autor. Pan Marcin Mortka i jego „Projekt Mefisto”. Książka która wywołała u mnie ogromnie wiele emocji. Ale o tym za chwilę. 

 





Na początek może o samym autorze i moim doświadczeniu z jego dziełami. Tak „Projekt Mefisto” nie jest pierwszą pozycją na mojej półeczce z książkami tego autora. Na książki pana Marcina Mortki natknęłam się lata temu przez całkowity przypadek. Wiecie. .. promocja w empiku Fantastyka 3 za 2.. no i jakoś tak się złożyło. W moim posiadaniu pojawiła się Krucjata Karaibska składająca się na „Płonący Union Jack” oraz „ La Tumba de los Piratas”. Dylogia o morzach, piratach i dzikich przygodach. Dylogia niesamowita!! Naprawdę czytałam z zapartym tchem tą pełną humoru i piratów pozycję. Mogłabym ją wychwalać w nieskończoność. Następnie skuszona tak doskonałymi książkami przygodowymi sięgnęłam po kolejne pozycje i dopadałam „Przygody Madsa Voortena” i… o bogowie większego zawodu nie miałam od dawna. Na przygody Madsa składają się ponownie dwa tytuły „Martwe Jezioro” oraz „Druga Burza” , które wydały mi się niczym innym jak scenariuszem gry RPG. Nie było początku, nie było końca. Był wycinek gry. Zapis sesji z dobrego klasycznego warhammera. Nie umiem inaczej tego określić. Autor ma znakomity styl pisania, książki czyta się niesamowicie przyjemnie ale te dwie pozycje poza humorem i lekkością pisania nie miały do zaoferowania nic więcej. Długo więc zwlekałam zanim sięgnęłam po inne tytuły i tak złapałam „Miasteczko Nonstead”… pełna obaw zaczęłam czytać i pochłonęłam mnie całkowicie! Książka doskonała pełna tajemnic grozy strachu i ciemnych spraw.. doskonała by trzymać w napięciu! Znów pan Marcin zarobił u mnie punkty za to, ze potrafi pisać zarówno w takim jak i innym stylu. I znów widząc, że popełnił kolejna książkę o morskiej pirackiej tematyce pognałam do księgarni by zakupić „Morza Wszeteczne” i znów zgodnie chyba już z jakimś schematem książka mnie zawiodła. Była tak przesadzona jak tylko by mogła być. Przerysowana choć nadal pełna dobrego stylu. Gdy zatem zobaczyłam „Projekt Mefisto” miałam mieszane uczucia. Opis był idealny dla mnie.. Pełen diabłów i korporacji. No ale ciekawość wygrała i znów magicznym schematem książka okazała się hitem!


Dobrze po mini szybkich recenzjach znanych mi pozycji w twórczości pana Mortki napiszę w końcu o pozycji jaka interesuje nas najbardziej.
„Projekt Mefisto” książka o piekle które stało się korporacją i diabłach które zmieniły się z powodu rozwoju technologii w korposzczury. Nasz główny korposzczur ( a przepraszam KorpoDiabeł) jest wyszkolonym agentem terenowym o wdzięcznym pseudonimie Zygmunt (dla przyjaciół Zyga). Nasz agent z odpowiednim sprzętem wysłany zostaje do małego miasteczka w Polsce Wypluty, które staje się jego miejscem pracy. Jako porządny Diabeł ma za zadanie namawiać ludzi do złego, ale cóż.. w Wyplutach wszystko jest nie tak. Konsultanci z piekła mieli przestarzałe dane, a do tego ludzie w miasteczku chyba nie lubią akwizytorów… na domiar złego nasz Diabeł wplątuje się przypadkiem w dziwną intrygę w która wmieszane są istoty prawie wymarłe.. istoty z legend, których Diabły mają się wystrzegać za wszelką cenę! 
To krótki opis i zaproszenie do przyjrzenia się z innej perspektywy szarej miasteczkowej rzeczywistości w Polsce. Po części może i samej mentalności Polaków. Mamy więc Sebe i starsze panie w beretach, mamy pocztę Polską z jej nie odzowną mityczną wręcz działalnością, mamy monopolowy i oczywiście księdza którego słowo w miasteczku jest święte. Mamy wszystko i wszystko to ma do dyspozycji nasz diabeł któremu z czasem zaczynamy kibicować by zdobył swoje cele narzucone przez Firmę. Nic więcej nie powiem, bo za dużo niespodzianek zdradzę. 



Jak wspominałam, tak świeżej książki już dawno nie czytałam. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Czy to do treści czy to do stylu czy opisu postaci. Może dlatego wyszła idealnie, że przedstawia polskie znane nam realia. Śmiejemy się z tego co dla nas jest rzeczywistością, często nie do zniesienia. Nie mniej jednak, książka trafiła do mnie. I mogę powiedzieć wyraźnie TAK. W pełni mnie satysfakcjonuje. Polecam wam ją całym sercem w każdym wymiarze.  Pozostawiam tylko jedno zawieszone pytanie.. Czy idąc moim schematem kolejna pozycja pana Marcina Mortki będzie niewypałem? Nie wiem. Pewnie niedługo się dowiem i wam przekażę.


Miłego czytania!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dziewczyna z dzielnicy cudów" Aneta Jadowska - recenzja

"Złodzieje Snów" Maggie Stefivater - recenzja

Patricia Briggs - seria o Mercy Thompson - Recenzja