"Magia kąsa" Ilona Andrews - recenzja
Siedzę właśnie z termoforem na kolanach i
piszę dla was tą recenzję. Termofor tym razem nie jest żywy. Mój czarny szatan
poszedł zdradziecko spać na łóżko, bo niby cieplej tam ma. Ech… et tu, Brute? W
każdym razie piszę. A o czym, zapytacie? W sumie miałam
dylemat. Widzicie mam w planach kilka recenzji „starych” książek. Ale uznałam,
że takie recenzje będą się pojawiać w czwartki. A na wtorki zostawimy nowości wydawnicze. I
tu znów dylemat. Czy w tej recenzji połączyć całą serię 3 tomów jakie do tej
pory przeczytałam czy opisać jeden. I uznałam, że tym razem będzie o jednym, bo
książki te są warte by opisać je w szerszym kontekście. No dobra już zdradzam.
Dzisiaj na tapecie „Magia kąsa” autorstwa Ilony
Andrews. Jak już wiecie jest to pierwszy tom serii o Kate Daniels, i jak się
domyślacie jest to urban fantasy. Dlaczego uznałam, że warto opisać tą serię
szerzej skupiając się na tomach? Bo seria ta mnie zaskoczyła. Póki co serie o
damskich bohaterkach urban fantasy są bardzo, ale to bardzo podobne. I biorąc do
ręki ten tom byłam na to nastawiona w jakiś sposób. Książkę tę ujrzałam już po
wznowieniu jej z nowymi okładkami przez wydawnictwo Fabryka Słów. I tak jakoś
szukałam książki na luzie, jakiegoś urban fantasy. Bez zobowiązań, bez
konsekwencji. A tu patrzcie państwo, miłość.
Zacznijmy od tego, jakie mamy tu
uniwersum. Dlaczego warto zwrócić na nie uwagę? Bo jest to uniwersum
postapokaliptyczne. Mamy świat, gdzie doszło do przesilenia techniki i nagle
magia niczym jakaś forma energii wybucha nieoczekiwanymi falami niszcząc
technikę. Z jednej strony są jakieś pozostałości techniki (telefony, komputery), z
drugiej jest magia, która pojawia się falami budząc czasem potwory i starych
bogów. Nigdy nie byłam fanem tematów postapokaliptycznych, ale to uniwersum
jest niesamowicie ciekawie skonstruowane. Lubię takie światy. Sycę się
tym, jeśli są tak doskonale zbudowane, mają konkretne zasady i wyjaśnione prawa
działania. To
pierwsza rzecz jaka mnie uwiodła gdy zaczęłam czytać pierwszy tom. Drugą są
bohaterowie. Bardzo barwni, niesamowicie skonstruowani, na zasadach jakie
uwielbiam. Mamy oczywiście schematyczną bohaterkę – Kate Daniels. Pyskatą,
wygadaną, z tajemniczą przeszłością oraz umiejętnościami odrąbywania łbów
niegrzecznym potworom. Nie jest ona jednak mdła. Od razu da się ją polubić.
Dodatkowo sceny komediowe z nią są naprawdę świetne. Uwielbiam parskać śmiechem
podczas takiej lektury (jeśli oczywiście nie zaburza to tylko klimatu
opowieści). Przyznam, że od pierwszego tomu przewidywałam jej „tajemniczą
tajemnicę” ale to był specjalny zabieg autora. Postacie poboczne są cudownym
zaskoczeniem. Naprawdę świetnie rozbudowane, zabawne i barwne. Do tego stopnia,
że cześć z nich doczekała się własnych opowiadań. Niestety nie miałam okazji
ich jeszcze czytać, są jednak na liście „must have”. I najważniejsze - cudowny
bohater męski. Serio. Kocham. Uwielbiam drania. Póki co, nie widzę dla niego
jakiejś konkurencji, ale nie mówię hop może się jeszcze zaskoczę. Curran – bo
tak ma na imię nasz bohater (drań seksowny) - jest Władcą Bestii (zmiennokształtnych, których istota
i pochodzenie genialnie jest opisane i wyjaśnione. Nic wam jednak nie
zdradzam!). Cieszy mnie to, że bohater męski jest (dosłownie) samcem alfa i
przejawia normalne cechy mężczyzn. Nie jest wyidealizowany. Nie jest
wszechpotężny i wszechwiedzący i nie ratuje ciągle z opresji naszej biednej
bohaterki. Naprawdę mocny, fajny charakter. Do samego końca kibicowałam mu we
wnerwianiu Kate!
Dodatkowo mamy tu świetny wątek
kryminalny, i to miłe przyjemne napięcie oskarżania każdego, kto się pojawi o
zbrodnię. Jednak widzę, że głównym celem tego tomu jest po prostu
przedstawienie świata i głównych aktorów (bohaterów). Dlatego też mimo ciągłej
akcji autorka mocno skupia się na opisach oraz wyjaśnieniu zasad
działania świata. Uwaga! Nie ma jednak przynudzania!
Długaśnych opisów rodem z „Nad Niemnem”! Zdradzę jeszcze, że naprawdę ogromnie mi się podoba teoria,
skąd biorą się wampiry oraz zmiennokształtni. Ale już ciii nic więcej nie piszę! Przeczytacie - zobaczycie.
Mam jednak obawy co do serii. Bo
jak wiecie pierwszy tom pierwszym tomem, ale jeśli to seria 9 tomowa (znów
dziwna ilość tomów, arghhh) to wszystko może się spie… zepsuć. Zobaczymy jednak. Z
ciekawostek na koniec dodam jeszcze jedną informację. Autor Ilona Andrews jest
pseudonimem pisarskim… małżeństwa (Ilony Gordon i Andrew Gordona)! Może dlatego
książka jest tak ładnie wyważona.
Sumując warto przeczytać, poznać nowe
uniwersum i nowych bohaterów. Myślę, że polubicie niejednego z nich i spędzicie
świetnie czas czytając tą książkę. Magia kąsa, a ja idę przytulać kubeczek z
gorącą kawą.
Miłego czytania!

Komentarze
Prześlij komentarz