Cook it yourself - Pierwsze Sushi

Witajcie!

Czy macie też tak czasem, że przeglądając odmęty internetu znajdujecie coś co wygląda na niesamowicie łatwe do wykonania, a mimo to dające efekt WOW? Ja tak czasem mam.
Obojętnym mi jest, czy jest to DIY, ładnie wykonany makijaż, czy też jakieś danie. no bo przecież co może pójść nie tak?
I tak oto przeglądając Pinterest, oraz moje ulubione postale o gotowaniu postanowiłam, że zrobię swoje pierwsze sushi! Zabrałam sie do tego na poważnie. Obejżałam tysiące wideo na YT, zrobiłam listę zakupów i zabrałam sie do działania.





Jedynym co mogło stanąć mi na drodze to NORI! Jest to okreslenie na japońskie wodorosty stosowane jako dodatek w kuchni azjatyckiej. I uwieżcie mi, ich zapach, smak i
tekstura sprawiają, że coś bardzo niedobrego skrąca mnie w żołądku!! Tak więc
pierwszym punktem na mojej liscie do sukcesu kulinarnego było  "Czym zastąpić glony?!"
Jednak nic nie smakuje tak dobrze jak pokonanie przeciwności losu. Postanowiłam więc użyć papieru
ryżowego, który miałby niby być idealny tylko do sajgonek. Myślicie, że to mogłoby mnie powstrzymac?

I tak w pełnej gotowości i z pewnością, że sushi wykonam niczym urodzony azjata, zabrałam się do roboty.

Preparation time!

Zaczełam od piersi z kurczaka, którą pokroiłam w paski około centymetr na cztery centymetry. Włozyłam go do woreczka dodając sosu sojowego, miodu, wielkiej ilości przypraw, soku z cytryny i musztardy w proszku. Wszystko ładnie wymieszałam i osdtawiłam do lodowki na dwie doby!
Nastepnym krokiem było ugotowanie specjalnego ryżu do sushi i pozostawienie go do czasu aż sam ostygnie. Teraz tylko pokroić warzywka, usmażyć zamarynowanego kurczaka i już jestesmy gotowi do akcji!

Rozwinełam moją matę bambusową, rozciągnełam na niej przeźroczystą folię spożywczą, po czym posypałam ją ziarnami czarnego i białego sezamu, ułożyłam zwilżony papier ryżowy i rozgniotłam na nim ryż, tak by pokrył cieką warstwa cały papier. Na nim rozłożyłam tylko skladniki, kurczaka warzywa w jednej lini wzdłuż szerokości i rolujemy! Po wszystkim trzeba było tylko pokroić rolonik w grubsze plastry i gotowe!
Nauczyłam się przy okazji że lepiej zwilżyc ręce gdy rozkłada sie ryż, bo nie klei się nam do palców oraz by zmoczyć noż by kroic czysto bez resztek ryżu klejących się do ostrza.
Efekt koncowy?


Może i nie jestem tak utalentowana jak rodowity Japończyk oraz nie wyglądało to tak perfekcyjnie jak na Pinterest. Ani też nie było to tak super łatwe do zrobienia jak usilnie ufowadniał mi YouTube. To mimo wszystko, jestem z siebie dumna!
Zachecam was wszystkich do własnych eksperymentów w kuchni, oraz zmieniania przepisow pod wlasny smak. To świetna zabawa i jakże pyszna!
Nie bójcie się porażek i eksperymentujcie! Bo najlepsze dania to te, w które wkłada sie własny zapał i serce!


Pozdrawiam was
Fenisel z Troublemaker

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dziewczyna z dzielnicy cudów" Aneta Jadowska - recenzja

"Złodzieje Snów" Maggie Stefivater - recenzja

Patricia Briggs - seria o Mercy Thompson - Recenzja